


sesja z przed około miesiąca. ciągłe problemy z ostrością, ale chyba udało się zrobić kilka sensownych ujęć.
…to tak na dowód, że zdarza mi się czasem fotografować ludzi ;)
…czyli Jan się uzewnętrznia



sesja z przed około miesiąca. ciągłe problemy z ostrością, ale chyba udało się zrobić kilka sensownych ujęć.
…to tak na dowód, że zdarza mi się czasem fotografować ludzi ;)
start producing blurry, grainy, ugly pictures of nothing in particular, and get a momentary kick out of knocking over all the idols you so painstakingly built, until you realize that you’re only following another set of conventions, in order to please another crowd, only this time it’s a smaller crowd who likes to wear black, smoke a lot, and sit around in cafés
tak mi się przypomniało.
Zachęcony wieloma znalezionymi na necie zdjęciami, z ciekawości postanowiłem kiedyś załadować holgę zwykłym filmem 135 i jako, że uzyskane efekty dość pozytywnie mnie zaskoczyły, a ze na polskim podwórku nie ma opisu jak takiej modyfikacji dokonać, stwierdziłem iż warto podzielić się wiedzą tajemną z innymi ;)
Na początek warto wykonać prostą modyfikacje, polegającą na przysłonięciu okienka licznika, i to nie tylko wtedy gdy chcemy uzyć małoobrazkowego filmu. Kawałek odpowiednio przyciętego i przyklejonego rzepu velcro, skutecznie ograniczy nam ilość światła, które przy foceniu w słoneczny dzień, potrafi narobić niezłego bajzlu na kliszy – nie zawsze w sposób porządany ;) Przy filmie 135 należy to okienko całkowicie zasłonić, najlepiej zaklejając taśmą izolacyjną, jeśli niezbyt starannie się to wykona – otrzymamy na środku każdej klatki (w najlepszym razie) naświetlone czerwone kwadraty lub całkowite prześwietlenia.

Na rolkę która “ciągnie” film, nawijamy dwie gumki recepturki, starając się umiescić je w odstępie ok. 35mm. Im dokladniej się to wykona, tym większą gwarancje otrzymamy, że film będzie równo nawijany. Pod rolkę warto podłożyć kawałek złożonej tekturki – film bedzie się trochę ciężej przewijać, ale zyskamy pewność, że będzie on napięty – unikniemy nieostrości na środku kadru.
Z lewej strony umieszczamy oczywiscie kasetę z filmem, którą trzeba czymś przyblokowac w płaszczyźnie pionowej. Na necie można znaleźć rózne patenty: gąbki, styropian itp. Ja użyłem przyciętych plastikowych zatyczek z opakowań po lekarstwach, w sumie nie ważne co, ważne żeby się sztywno trzymało :]

Teraz podciągamy film i nawijamy na rolkę, i po upewnieniu się, że wszystko się trzyma na miejscu, zamykamy aparat. Jako że nie widać licznika, a i sam film nie posiada papierowej taśmy z oznaczeniami klatek; jesteśmy skazani na liczenie “kliknięć”. Na początek wykonuje się ich okolo 40kilka, ilość kolejnych to juz kwestia czy założyliśmy maskę 6×6 czy też nie; oraz czy chcemy np. ponakładać klatki. Na stronce http://photondetector.com/ znajdują się tabele z dokładnymi pomiarami “kliknięć”. Miłej zabawy ;)
kolejna z rzeczy, które robi sie w sumie niewiadomo po co. wstajesz wcześnie rano i przez 10 godzin katujesz swój organizm, pedałując gdzieś daleko za horyzont.

dystans 270 km i prawie 2000 m przewyższeń sprawiają, że po drodze klikakrotnie umierasz gdzieś na przystanku pks’u, bądź w przydrożnym barze

po czym wracasz wieczorem, z mieszaniną pyłu, soli i potu na twarzy; krańcowo wyjechany psychicznie. mimowszystko i tak jesteś cholernie szczęśliwy.
ostatnie komentarze