Archiwum dla kwiecień, 2007

***

mam jakiś sentyment do tego miejsca, bo to chyba jedna z pierwszych miejscówek w które pojechałem z aparatem ” świadomie”

miejsce sie zmieniło, a ja trochę inaczej patrze. początki dwa lata temu były ciężkie ;)

a to powyżej, to taka zapowiedź serii, której pewnie nigdy nie skończę ;]

takie sobie z przed tygodnia

wszelakiej maści bekstejdze są ostatnio trendi na blogach, więc i ja tez sobie wrzucę, a coooooooo….. ;]

eeeejj nie, poczekamy jak będzie jechać w drugą stronę…

ejj nooo mialaś sie nie śmiać…

eeeeh porażka, nic z tego nie będzie, źle cie ustawilem w kadrze….. ;]

kam jak zawsze gdzieś dzwoni ;]

następnego dnia bylo nas juz więcej. troche szwendania się po kazimierzu, potem wizyta w biurze i na koniec nad wisłą

UzA in ekszyn :D

a kam znów ;]

kolejna nudna niedziela vol.2 :]

miało być lajtowe wyjście w beskidy, a skończyło się na kozim wierchu, oczywiście w tatrach ;)

pobudka o 4:30 w klimacie boards of canada ;D

by po kilku godzinach spędzonych w autokarze i busie brodzić pod górę w 1,5 metrowym śniegu

dość szybko objawia się cel eskapady

pozostaje pokonać jeszcze ponad 600 metrów w pionie, co mniej więcej wygląda tak:

po około 3h takiego czołgania, pomimo ochraniaczy, czuję wodę przelewającą mi się w butach ;] cel udaje się jednak zdobyć :D

a morał z tego taki, że leząc w góry w taką pogode trzeba zabierać ze sobą dobry krem z filtrem uv, bo sie potem ma cały ryj czerwony ;]

***

przeglądałem dziś zdjęcia z wypadów w tatry, uzbierało sie już tego trochę… no i wzięło mnie na wspominki. ten jesienny dwudniowy wyjazd okazał sie być z pewnego względu wyjątkowy. doskonała pogoda, mnóstwo ludzi na szlakach, a przede wszystkim dobra zabawa z pokonywania kolejnych metrów.

kolejny szczyt, kolejna przełęcz, zejście do “piątki”. masa ludzi w schronisku, obowiązkowa chińska zupka i wypad nad stawy w absolutnych ciemnościach z browarem w ręce. nocka na glebie pod stołem w jadalni – mimo to wstajesz rano z uśmiechem na twarzy. po wyjściu na zewnątrz dosłownie zamarzasz – październikowy bezchmurny poranek, o tak, to będzie piękny dzień.

po godzinie podejścia idziesz już tylko w podkoszulku, słońce smaży niemiłosiernie, coraz stromiej. a w gębie sucho. no ale nie zapłacisz 7,50 za 1,5 litrową butelkę mineralnej, poza tym nikomu się już nie chce wracać do schroniska. w głowie plącze się tylko jedna myśl – szczyt, a szczyt oznacza upragniony browar, który taszczyłeś przez dwa dni w plecaku

jeszcze trochę, jeszcze kilkadziesiąt metrów. ze szlaku po lewej nagle wybiega jakiś koleś, mocno poddenerwowany nawołuje żeńskie imię. dociera do nas, w kilku słowach streszcza co sie stało, mówi żebyśmy uważali i zbiega dalej. nieco skołowani osiągamy wierzchołek. wkrótce od strony zakopca pojawia sie mały czerwonawy punkcik, rosnący z każdą chwilą.

przelatuje nad przełęczą i szybko zawisa jakieś 100m nad dnem dolinki pustej. echo łopat smagających powietrze i metaliczny dźwięk turbinowego silnika, bez pytania o pozwolenie spręża się w głowie, wypierając stamtąd nieszczęsny browar. cała sytuacja powoduje, że dociera do ciebie fakt, że można stąd wrócić na dół znacznie szybciej niż tylko szlakiem, że to jednak tak do końca nie jest radosna, beztroska zabawa. kobieta obok nerwowo wypala papierosa: nie wiem co sie stało, usłyszałam tylko sypiące się kamienie, chwile później już leciał – odbijał się od skał jak piłka. na zewnątrz śmigłowca, w koszu, ląduje duży, ciemnozielony plastikowy worek.

już w domu dowiaduje się, że to był młody koleś, też z krakowa. dokładnie nie wiadomo co się stało, poślizgnięcie, może ukruszyła się skała, kilkadziesiąt metrów swobodnego lotu, potem kilkaset odbijania się po skałach nie daje praktycznie żadnych szans. jedno jest pewne – cholerny pech. może zabrzmi to banalnie, ale takie rzeczy dają niezłego kopa na otrzeźwienie – zaczynasz sie zastanawiać nad wieloma sprawami; jednocześnie wiele uczą, przede wszystkim pokory wobec gór.
miesiąc później, na nadwiślańskich wałach ktoś namalował graffiti dla tego gostka.

Następna strona »


button stats bikestats.pl
(c) jan_zbedny@.tlen.pl