
New York, 1972 © Stephen Shore
ha! dzięki pewnej dobrej duszyczce stałem się dumnym posiadaczem pewnego calkiem fajnego albumiku ;]
a mowa o “American Surfaces” monografii Stephena Shore’a. Jest to zbiór prawie 300tu fotografii powstałych na przestrzeni lat 1972-73, kiedy to Shore przemierzył Stany kilka razy wzdłuż i wszerz. Kolorowy, subiektywny, perfekcyjny w formie i niesamowicie konsekwentny w podejściu dokument – jak dla mnie – cholernie inspirująca rzecz.

Swoją cegiełkę do podkreślenia wyjątkowości tej pozycji dorzucił i sam wydawca ;) otóż, album jest sprzedawany w papierowej kopercie, będącej kopią koperty używanej w labach Kodaka na początku lat 70tych. Niby bajera bez większego znaczenia w stosunku do jej zawartości, ale cieszy oko ;) I tu należą się słowa pozdrowienia dla pracownika Poczty Polskiej, który… ja wiem, że pewnie czuje sie niedoceniany przez swojego pracodawcę (zwłaszcza finansowo ;] ), ja wiem, że akurat miał pecha bo remontują windę i dymać po schodach na 7me piętro mu sie nie chciało… ale pękata koperta formatu A3 naprawdę niezbyt się mieści w skrzynce pocztowej i dopychanie jej na chama niczym dobrym skutkować nie może ;] on jednak uznał, że się mieści no i ją zmieścił, czego efektem było 15 minut spędzone na jej wydłubywaniu z metalowego boxa i kilka mniej lub bardziej efektownych wgnieceń na wspomnianej kodakowskiej kopercie, co w sumie podkreśliło jej “orydzinall luk” ;]

Wracając do fotografii. W tamtych czasach Shore (na spółę z Egglestonem i Sternfeldem) dokonał tymi zdjęciami pewnej rewolucji w podejściu do dokumentu itd ok, to sobie odpuszczę bo większość zainteresowanych pewnie to wie ;) Za to, nie powiem, że zaskakuje (bo można się tego było spodziewać po tej klasy autorze) ale jakoś nieco zdumiewa i pozytywnie poraża mnie niesamowita spójność tego materiału, nawet nie w warstwie tematu, ale w warstwie technicznej. To w końcu kilkaset zdjęć, robionych w różnych miejscach, w dłuższej perspektywie czasowej, wywoływanych ówcześnie w lokalnych labach… co prawda jednym aparatem, pewnie na podobnych materiałach kodaka no ale… a w dzisiejszych czasach co lab to obyczaj ;]

Dla niewprawnego czytelnika te fotografie to zbiór snap-szotów, pełnych błędów, kolorowych fotek z “blogaska”, ale dla bardziej kumatego fotograficznie osobnika, to prawdziwa wizualna uczta, warta swojej ceny – dla wybrzydzaczy przypominam, że Wantucha można mieć już za 50 zeta ;] (a np. Wieteskę o z grozo! za jeszcze mniej :( ). Ja już zaczynam odkładać na następny album Shore’a – Uncommon Places: The Complete Works ;]
Więcej fotografii Shore’a np. tu: billcharles.com info o albumie: phaidon.com
A na zakończenie Stephen Shore współcześnie – niestety musiałem dwukrotnie rekompresować i komprecha trochę wpierdzieliła obraz :/

Przegladalem ten jego wspolczesny album z wideo ktore zamiesciles jakies 2 tygodnie temu i kurde, akurat tak sie zlozylo ze bylem w tym czasie zobaczyc to cale depth of field wystawe inauguracyjna wydzialu fotografii w metropolitan moa i kurde, wiecej zeszlo mi na ogladanie tego albumu w muzealnej ksiegarnii niz ta cala wystawe, na ktorej raptem moze 2 obrazy byly interesujace.
enyuej, fajnie ze pojawila sie nowa notka no i swietnie ze w temacie ktory znamy i lubimy
Czarownica na miotle.
gdzie to mozna kupic? gadaj janie, chce dla samej koperty kodaka z labu.
ja mam stąd http://www.yoursgallery.pl/albums.php w innych księgarniach to raczej na zamówienie
ale tam drogo, jakby chcial tam kupic wszystko to co chcialbym to ojezu… ~3000 bym wydal
uuu Jan !
juz myślałem że zacząłeś parać się pustelnictwem :)
bardzo interesujący materiał wrzuciłeś.
panbzik is dead. tera wjezdza herrdoktor i to z blogasem.