tak.. wiem, zaniedbuje przeokrutnie swojego blogaska… co prawda od ostatniego postu powstały ze dwa lub trzy kolejne, ale jakoś w ostatniej chwili stwierdzałem, ze za dużo w nich bezsensownego wywnętrzniania się i małociekawej prywaty, więc powędrowały do kosza. nowych foteczek nie ma (i pewnie jeszcze dość długo nie będzie), ale za to z racji, ze ostatnimi czasy przebijam sie przez przez mnóstwo materiału filmowego traktującego o wszelakiej maści “mistrzach łapania rzeczywistosci i nierzeczywistości w kadrze”, to podzielę się fragmentem, w którym Martin Parr opowie o swoich “foteczkach”. a więc siadamy grzecznie i oglądamy

a to naprawdę fajne.