
przez ostatnie kilka dni trochę sypneło, więc przy pierwszej nadarzającej się poprawie pogody zapadła szybka decyzja o odwiedzeniu pewnej górki… po raz czternasty ;] Czytaj dalej ‘XIV: sanszajn’
…czyli Jan się uzewnętrznia

przez ostatnie kilka dni trochę sypneło, więc przy pierwszej nadarzającej się poprawie pogody zapadła szybka decyzja o odwiedzeniu pewnej górki… po raz czternasty ;] Czytaj dalej ‘XIV: sanszajn’

ot taki weekendowy jednodniowy wypadzik w dolinę chochołowską :) Czytaj dalej ‘***’
miało być lajtowe wyjście w beskidy, a skończyło się na kozim wierchu, oczywiście w tatrach ;)
pobudka o 4:30 w klimacie boards of canada ;D

by po kilku godzinach spędzonych w autokarze i busie brodzić pod górę w 1,5 metrowym śniegu



dość szybko objawia się cel eskapady

pozostaje pokonać jeszcze ponad 600 metrów w pionie, co mniej więcej wygląda tak:
po około 3h takiego czołgania, pomimo ochraniaczy, czuję wodę przelewającą mi się w butach ;] cel udaje się jednak zdobyć :D




a morał z tego taki, że leząc w góry w taką pogode trzeba zabierać ze sobą dobry krem z filtrem uv, bo sie potem ma cały ryj czerwony ;]

wbrew wszelkim prognozom meteo było ciepło i bezwietrznie, widoczność około 80km. mając w pamięci warunki z przed roku – po prostu pogoda ideał

jedyne co sie sprawdziło to ostrzeżenia topru o bardzo złych warunkach na szlakach, o czym przekonaliśmy sie docierając do pierwszego płatu śniegu…


a właściwie to czegoś co ze śniegiem ma tylko wspólny kolor ;] twarda jak beton skorupa, najeżona ostrymi krawędziami, nachylenie 30-40 stopni i brak raków gwarantuje “pełnie” wrażeń…


zwłaszcza gdy ujechanie się w takich warunkach oznacza w perspektywie kilkaset metrów niekontrolowanej jazdy na dupie z nadzieją, ze nie trafisz na wystające kamienie, kosówke lub stok podcięty urwiskiem :]

tym razem wyjazd umilały nam wyroby przedsiębiorstwa Polmos z nomen omen… Białegostoku :] oczywiście już po zejściu z oblodzonych grani ;)
ostatnie komentarze