
trochę foteczek lomo/nielomo z wykopalisk, choć co to za lomografia trzaskana lubitelem… ;] taka zajawka sprzed kilku wiosen, z której sie wyrasta i do niej nie wraca. Czytaj dalej ‘lomograficznie’
Archiwum kategorii 'notlomo'

tym razem w kolorze. NPH400 mocno po dacie, kilka niedoświetleń, troche eksperymentowania z podwójną ekspozycją. w sumie jestem średnio zadowolony :/
Zachęcony wieloma znalezionymi na necie zdjęciami, z ciekawości postanowiłem kiedyś załadować holgę zwykłym filmem 135 i jako, że uzyskane efekty dość pozytywnie mnie zaskoczyły, a ze na polskim podwórku nie ma opisu jak takiej modyfikacji dokonać, stwierdziłem iż warto podzielić się wiedzą tajemną z innymi ;)
Na początek warto wykonać prostą modyfikacje, polegającą na przysłonięciu okienka licznika, i to nie tylko wtedy gdy chcemy uzyć małoobrazkowego filmu. Kawałek odpowiednio przyciętego i przyklejonego rzepu velcro, skutecznie ograniczy nam ilość światła, które przy foceniu w słoneczny dzień, potrafi narobić niezłego bajzlu na kliszy – nie zawsze w sposób porządany ;) Przy filmie 135 należy to okienko całkowicie zasłonić, najlepiej zaklejając taśmą izolacyjną, jeśli niezbyt starannie się to wykona – otrzymamy na środku każdej klatki (w najlepszym razie) naświetlone czerwone kwadraty lub całkowite prześwietlenia.

Na rolkę która “ciągnie” film, nawijamy dwie gumki recepturki, starając się umiescić je w odstępie ok. 35mm. Im dokladniej się to wykona, tym większą gwarancje otrzymamy, że film będzie równo nawijany. Pod rolkę warto podłożyć kawałek złożonej tekturki – film bedzie się trochę ciężej przewijać, ale zyskamy pewność, że będzie on napięty – unikniemy nieostrości na środku kadru.
Z lewej strony umieszczamy oczywiscie kasetę z filmem, którą trzeba czymś przyblokowac w płaszczyźnie pionowej. Na necie można znaleźć rózne patenty: gąbki, styropian itp. Ja użyłem przyciętych plastikowych zatyczek z opakowań po lekarstwach, w sumie nie ważne co, ważne żeby się sztywno trzymało :]

Teraz podciągamy film i nawijamy na rolkę, i po upewnieniu się, że wszystko się trzyma na miejscu, zamykamy aparat. Jako że nie widać licznika, a i sam film nie posiada papierowej taśmy z oznaczeniami klatek; jesteśmy skazani na liczenie “kliknięć”. Na początek wykonuje się ich okolo 40kilka, ilość kolejnych to juz kwestia czy założyliśmy maskę 6×6 czy też nie; oraz czy chcemy np. ponakładać klatki. Na stronce http://photondetector.com/ znajdują się tabele z dokładnymi pomiarami “kliknięć”. Miłej zabawy ;)

ostatnie komentarze